Aurabilia i polska sztuka współczesna

Jeśli publikujemy wywiady to zawsze dotyczą one polskiego designu, tym razem postanowiliśmy podpytać o polską sztukę współczesną. A o niej najwięcej mogą na powiedzieć Anna Theiss i Beata Niemczuk z Aurabilia.com.

Jak Waszym zdaniem miewa się polska sztuka współczesna i co Was w niej aktualnie najbardziej fascynuje?

Anna Theiss: Sztuka w Polsce ma się świetnie. Jesteśmy właśnie w kolejnym punkcie zwrotnym: rynek jest już dość rozwinięty, ogromnie rozbudza się świadomość kliencka. Pojawiają się nowe instrumenty, które pozwalają problematyzować sztukę, odkrywać jej siłę w coraz to nowych kontekstach. Rozwijają się związki z międzynarodowym obiegiem kolekcjonerskim. Warto przy tym zaznaczyć, że w polskim świecie sztuki od dawna dzieje się dobrze. I że ten punkt zwrotny, o którym mówimy – związany z rosnącą świadomością i kompetencjami odbiorców sztuki – nie jest pierwszym momentem przełomowym w ostatnich dekadach. Warto wspomnieć tu chociażby o początku lat 90. Wtedy narodził się rynek sztuki. Innym momentem zwrotnym były okolice roku 2000, kiedy polskie malarstwo zaczęło robić nieprawdopodobną karierę na Zachodzie.

Czy w młodym pokoleniu rodzi się zamiłowanie do kolekcjonerstwa ?

AT: Tak. Wyrazem tego jest nie tylko kolekcjonowanie sztuki, ale na przykład obiektów designu. W ramach bieżącej pracy Aurabilii poznajemy coraz więcej osób, które świadomie rozbudowują kolekcje rzeczy pięknych i wykonanych unikatowo, chociażby szkła unikatowego. Mamy klientów, którym pomagamy w zbieraniu fotografii, druków, plakatów. Kolekcjonowanie jest dziś dostępne w zasadzie dla każdego.  Młodzi ludzie interesują się zakupami sztuki w celach inwestycyjnych, ale jest też dla nich ważne, czym ta sztuka jest, jaka opowieść za nią stoi.

Czy warto inwestować w sztukę współczesną?

AT: Absolutnie tak. Jesteśmy w takim momencie, w którym na przykład dobra sztuka na papierze i dobra fotografia są ogromnie niedoszacowane w stosunku do rynków zagranicznych. Bardzo dobrą fotografię świetnego artysty – Edwarda Hartwiga, Zofii Chomętowskiej, Jana Bułhaka – możemy kupić poniżej tysiąca złotych i mamy prawo oczekiwać, że zachowa tę wartość, a w najbliższych latach ona wzrośnie.

Skąd Wasz pomysł, żeby zająć się art consultingiem? Jesteście pierwszą tego typu firmą w Polsce.

AT: Zupełnie serio – z potrzeby rynku. Zapytania dotyczące zakupów prac spływały do mnie przez ostatnie 15 lat. Gdy zajmowałam się krytyką sztuki, nie było tygodnia, żeby ktoś nie pytał mnie o rekomendacje, o to, co warto sobie powiesić w domu; znajomi prosili, żebym towarzyszyła im w wyprawie do galerii albo powiedziała, czy potrzebne jest wadium w domu aukcyjnym. W pewnym momencie postanowiłam zajmować się tym w sposób ciągły i stały, a niezależnie od tego poznałam się z Beatą.

Beata Niemczuk: Naturalnie tak jak na całym świecie, tak i w Polsce usługi się profesjonalizują i są to coraz węższe specjalizacje. Usługi, które proponuje Aurabilia, czyli doradztwo dla klientów indywidualnych i korporacyjnych w doborze sztuki do wnętrz, a także przy tworzeniu kolekcji prywatnych lub instytucjonalnych, wzięły się z niszy rynkowej w Polsce. O ile galerie funkcjonują tak prężnie,  jak funkcjonuje nowa era gospodarki kapitalistycznej, o tyle po stronie klienckiej ewidentnie powstała luka i zapotrzebowanie, żeby ktoś pośredniczył pomiędzy tymi światami. My właśnie proponujemy taką nową wartość. Oczywiście funkcjonuje także instytucja domów aukcyjnych, jednak my proponujemy naszym klientom i partnerom biznesowym naprawdę pogłębioną ekspertyzę rynku sztuki z profesjonalną obsługą ich zapytań i potrzeb.

AT: Warto zaznaczyć jednak, że to nie my wynalazłyśmy zawód art consultanta. Art consulting  od wielu lat się rozwija na zagranicznych rynkach i myślę, że pojawienie się takiego podmiotu jak Aurabilia jest miarą dojrzewania polskiego rynku sztuki i rynku w ogóle.

Kto może zwrócić się do Was o pomoc?

BN: Właściwie wszyscy, którzy są spragnieni wartościowej sztuki –  bo chcą zapełnić ściany, szukają sposobu na ulokowanie nadwyżki kapitału, czy za pomocą sztuki chcą opowiedzieć o historii czy wartościach firmy. Realizujemy projekty dla fundacji korporacyjnych, funduszy inwestycyjnych, firm, ale też osób prywatnych. Chętnie podejmujemy się współpracy z architektami, którzy coraz częściej traktują sztukę jako sposób na dopełnienie swojej wizji.

Co wasi klienci zyskują dzięki współpracy?

BN: Istnieje bardzo dużo fenomenalnej produkcji artystycznej. Dla osoby, która nie zajmuje się tym zawodowo wyłowienie tego, co jest sztuką, która realnie istnieje w polu sztuki, jest bardzo trudne. Dajemy naszym klientom pewność, że nie podejmują nietrafionych decyzji. Poza tym sam rynek sztuki, jeśli chodzi o swoją specyfikę, hermetyczność  jest mało przystępny dla laików  – trudno jest pójść na aukcję i coś dobrze wylicytować,  pójść do galerii i podjąć rzeczową rozmowę na temat tego, co warto kupić. Nasi klienci cenią sobie to, że są prowadzeni krok po kroku. Nasza usługa jest kompleksowa – zajmujemy się także sprawami formalnymi, logistyką, oprawą czy ekspozycją.

Jakiś ciekawy case z Waszego portfolio?

AT: Projekt zrealizowany dla kancelarii prawnej White&Case, która potraktowała przenosiny do nowej siedziby w Q22 jako doskonały moment do głębszej refleksji i opowiedzenia o swoich wartościach. Nowa przestrzeń wyraża szacunek do tradycji i korzeni, ale także nowoczesnego i różnorodnego ducha firmy, jak również osadza międzynarodową korporację w lokalnym kontekście. White & Case przez wiele lat stało się właścicielem jednej z najbardziej okazałych kolekcji kartograficznych, którą postanowiło w niej wyeksponować. Poprzez wykadrowanie z tego zbioru wątków warszawskich i zestawienie ich z nowoczesnym i merytorycznie spójnym medium – fotografią – udało się sformułować ciekawą opowieść o tożsamości firmy. Kolekcję wzbogaciły zdjęcia mistrzów i młodych twórców, którzy interpretują, dokumentują, filtrują pejzaż, topografię, architekturę stolicy.

Udostępnij ten artykuł

Zapisz się do newslettera

Wpisz szukane słowo i kliknij enter