Nieoczywiste i ponadczasowe

Lubimy takie nieoczywiste wnętrza. To, które możecie zobaczyć teraz zaprojektowała samodzielnie znana trójmiejska rysowniczka Magda Danaj z porysunki.com. Mieszkanie ma 89 metrów, trzy pokoje, kuchnie i spiżarnię, dwa balkony (jest dwustronne), małą jasną łazienkę. Stoi przy bardzo ruchliwej ulicy w Gdańsku Wrzeszczu. Postanowiliśmy tym razem nie opisywać wnętrza, a po prostu o nie wypytać!

Zacznijmy od stylu, czy to wnętrze można opisać jednym, konkretnym słowem?

Być może można, ja nie potrafię. Kieruję się w doborze rzeczy raczej intuicją, fanaberią lub impulsem. Oczywiście interesują mnie nowe trendy: to, co pojawia się jako nowe i to, co wraca jako nowe. Lubię zabawę w łączenie elementów, nie boję się kiczu, bo wiem, że to, co dzisiaj jest kiczem – jutro może być czymś, za co dalibyśmy się pokroić. Jak np. dzisiaj powracające kilimy czy talerze na ścianach.

Mieszkanie mieści się w starej kamienicy – ma to swój urok, ale czy od początku wiedziałaś, że kamienica to właściwe miejsce, czy jednak rozważałaś mieszkanie w bloku z wielkiej płyty?

Dorastałam w falowcu, czyli największym budynku z wielkiej płyty, jaki może istnieć w Polsce. Kiedy się z niego wyprowadzałam, marzyłam tylko o mieszkaniu w kamienicy. O wysokich ścianach, o budynku, który ma swoją historię. Dzisiaj doceniam też i falowiec, jako odważny na tamte lata projekt i eksperyment społeczny, moi rodzice nadal w nim mieszkają i sobie chwalą, ale ja już nie opuściłabym mojego mieszkania z 1930 roku. Jestem w nim kompletnie zakochana od początku.

Kto stoi za projektem całego wnętrza?

Projekt w czasie remontu był prosty – to, co można zostawić jako jego oryginalne części, zostaje, czyli drzwi, ściany, podłogi musieliśmy niestety położyć na nowo. Miało być jasno i przede wszystkim w miarę prosto. Wiedzieliśmy, że mamy tendencję (no, dobrze, ja) do zagracania rzeczywistości i do przytulania co rusz to nowych przedmiotów. Więc zależało nam na prostej bazie. Wprowadziliśmy się w zasadzie na nowo, do pustego mieszkania, a dobór mebli i innch był wypadkową naszych zainteresowań i upodobań. Mój partner lubi proste i dobrze skrojone rzeczy, ja raczej lubię jak jest bujnie i kolorowo. Dobrze wychodzi nam połączenie tych dwóch sprzeczności, on mnie pohamowuje (przez rok nic nie wisiało nanaszych ścianach, bo według niego tak „pięknie i czysto”). Ja się temu przyglądałam i odkrywałam w sobie tę nutkę minimalizmu. Ale tylko nutkę.

Skąd inspiracja na kolorystykę, meble, dodatki?

Czasami kupuje się jakąś rzecz i następną dopasowuje do niej. Albo działa się w kontrze. Inspiracje pochodzą ze wsząd, ale często liczy się też kompletny przypadek. Moje ulubione krzesło (takie obdrapane seledynowe, na którym siedzę na zdjęciu) zabrałam ze śmietnika, fotele były w domu moich rodziców, potem mojej siostry, w końcu trafiły do mnie, bo tylko ja potrafiłam je docenić, dla nich były po prostu starymi meblami. Co do kolorystyki myślę, że nie jest ona jakoś specjalnie przemyślana. Jest dużo bieli, zieleni z kwiatów, z grzbietów książek. I na to kontrast bieli i czerni, który zawsze dobrze wygląda. Dodatki to już raczej łupy ze sklepów ze starociami (porcelana z Chodzieży, wazon z Ćmielowa, urocze kryształy itd.)

We wnętrzu widzimy dużo roślin oraz elementów retro – meble, dodatki – czy to wynika z Twoicg prywatnych upodobań mieszkańców?

Lubię ideę recyclingu. Nie ma problemu z używaniem rzeczy, które należały kiedyś do kogoś. Szczególnie że dzisiejsze minimalistyczne formy są mi dalekie. Rzeczy z historią mają dla mnie dodatkową wartość. Szczególnie gdy skomponuje się je z rzeczami z sieciówek lub innych sklepów. Przecież bez Ikei żadne mieszkanie się nie uchowało.

Jaki jest złoty środek aby nie zagracić mieszkania i nie zrobić z niego muzeum starych mebli?

Cały czas się powstrzymywać 🙂 Ja chyba już doszłam do takiego etapu, kiedy wiem, że muszę, albo coś oddać/wyrzucić albo nie kupować nowego. Zaakceptować, że jest skończone. I że się je naprawdę lubi, więc nic nie trzeba dodawać. Przynajmniej na jakiś czas. Bo nie na całe życie przecież. Kiedy mnie coś korci, żeby zaszła zmiana, próbuję to zrobic w obrębie tego, co mam. To samo zresztą stało się z kwiatami. Miałam okres kompletnego wariactwa na punkcie roślin i kupowałam je hurtowo. Dzisiaj już jestem rozsądniejsza. Podlewanie hordy zieleni bywa męczące. A one rosną, więc muszę zostawić trochę zapasu.

Czy znajdziemy w mieszkaniu jakieś klasyki polskiego designu?

Tak, krzesła Fameg, krzesło siatkowe Henryka Sztaby, Henryka Lisa (lampa nie wiem niestety).

Możemy znaleźć tu meble zarówno z IKEI, jak i krzesła Henryka Lisa – gdzie je kupiłaś?

Krzesła Lisa były w rodzinie od wielu lat, więc je przygarnęłam. Krzesło Sztaby poznałam parę lat temu, kiedy poznałam wnuka pana Henryka i wiedziałam, że chcę je mieć. Inne rzeczy znajduję na allegro lub w moim ulubionym sklepie ze starociami „Inaczej niż Raju” w Oliwie (Gdańsk). Famegi kupiłam dawno temu przez internet i nie wiedziałam nawet, że to Famegi.

Foto: Story People/ Dominik Kulaszewicz

Udostępnij ten artykuł

Zapisz się do newslettera

Wpisz szukane słowo i kliknij enter