Pięćdziesiąt twarzy forniru

Mój ostatni wpis na fb zainspirował mnie do napisania tego krótkiego tekstu. Wrzuciliśmy tam zdjęcie z wywiadem o nas w Gazecie Wyborczej a komentarz mojej przyjaciółki brzmiał: „dzisiaj gazeta, jutro książka”. Uśmiechnęłam się pod nosem i w ramach jak zwykle nieprzemyślanej i krótkiej odpowiedzi wrzuciłam 3 tytuły, które na kryminał z meblami w tle by się nadały. I w sumie to nic więcej nie potrzeba było, aby moją wyobraźnię uruchomić i brnąć dalej w tytuły książek w interpretacji meblowej.

Prawda jest taka, że przy produkcji mebli niejeden horror można byłoby nakręcić, a często sprzedaż i rozmowa z niezdecydowanym klientem to jak 2056 odcinek „Mody na sukces”. „Władca tapicerki” film, a nawet całą trylogię, którą mogę zadedykować wszystkim tym, którzy tak jak ja, szukają dobrych tapicerek na obicie swoich mebli. Na samym początku czujesz się jak Hobbit, który wyrusza w daleką podróż – w tym przypadku Ty pomykasz po mieście, ponieważ robisz przejazd po wszystkich hurtowniach tkanin. Wśród wielkich belek z tkaniną czujesz się strasznie mały, ale jak już znajdziesz idealną tkaninę to krzyczysz: „my pressure”. Przypadek? Nie sądzę.

Myślę, że gdyby Stieg Larsson wiedział, że kolorem tego roku wg. Pantone jest ultra violet to tytuł książki z sagi Millennium brzmiałby zupełnie inaczej. Według mojej obserwacji idealnie pasowałaby „Mężczyźni, którzy nienawidzą ultra violet”. Często słyszę, jak z ust panów pada „Fioletowy? A co to w ogóle za kolor?”. Swojego czasu broniłam go jak Mel Gibson szkotów w „Braveheart”, ale jak miałam znaleźć tapicerkę dokładnie w tym odcieniu to przyłączyłam się do nurtu męskiego twierdząc, że jeśli jeszcze dłużej będę szukać idealnej barwy to wpadnę w „Szklaną pułapkę”.
Zastanawiałam się ostatnio czy Trymand Leopold nie napisał najbardziej poczytnego kryminału w czasach PRL „Zły” po tym jak wyszedł ze stolarni… Albo czy „Zmierzch” tak zaczytywany przez młodzież nie miał inspiracji z targów, kiedy to wszyscy po nocy budują swoje stanowiska a potem przez targi wyglądają jak zombie.

Na pewno każda branża mogłaby napisać swoje „House of cards”. Dla mnie ważne jest, aby nigdy nie być Frankiem Undrewoodem ani kimkolwiek z serialu. Ja to wolę z designem być „Na dobre i na złe” bo nie wyobrażam sobie świata bez mebli i lodów czekoladowych z Lidla. Tak czy siak, z meblami nie ma nudów, a branża kreatywna jest najbardziej barwną jaką dotychczas zawodowo poznałam. Co prawda, co jakiś czas mam wrażenie, że scenariusz wielu wydarzeń układał sam Monty Python, ale uwierzcie mi – wyje z radości, jak w „Poranku kojota” kiedy widzę dobry polski design.

 

Pani od mebli czyli…

Małgosia Stasinowska, współzałożycielka GOOD INSIDE. W firmie odpowiedzialna za marketing i sprzedaż oraz za projekty foteli i krzeseł po renowacji. Absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego. Przez 8 lat zawodowo związana była z meblami biurowymi w Polsce jako ekspert przestrzeni pracy. Obecnie prowadzi sklep z najlepszym polskim designem. Ideą GOOD INSIDE jest pokazanie, że każdy może mieć polski produkt w swoim mieszkaniu. Praca to jej pasja, uwielbia współpracę z młodymi markami i tworzenie autorskich projektów.

 

Udostępnij ten artykuł

1 comment

Zapisz się do newslettera

Wpisz szukane słowo i kliknij enter