Kiedy w mieszkaniu mieszka projektant

Mamy dla Was dosyć ciekawą propozycję wnętrza. Mieszkanie ma swój wyjątkowy charakter również dlatego, że jest to mieszkanie samej projektantki Eweliny Szymańczak z pracowni Qbik Design i jej męża. Przeczytajcie jakie było jej główne założenie przy projektowaniu tego wnętrza.

„Mieszkanie w pierwotnym stanie usłane było wszelkiego rodzaju szafami i pawlaczami,  co oczywiście dawało dużo miejsca do przechowywania, natomiast niewiele do życia – zmniejszały przestrzeń. Każde pomieszczenie było oddzielne (kuchnia, pokój dzienny, sypialnia, osobna łazienka i wc przy kuchni). Założeniem projektowym było więc wydobycie z tego miejsca przestrzeni i światła. Dlatego postanowiłam otworzyć kuchnię na salon. Kolejnym krokiem było przeniesienie wc do łazienki. Sypialnia pozostała na swoim miejscu, jednak ze względu na swoją powierzchnię (17,7m2) udało się wygospodarować całkiem sporą garderobę.

Ponieważ jest to kamienica, pod niemałą grubością tynku była piękna cegła, którą w części salonowej odkryliśmy. Pierwszym meblem, który mieliśmy jeszcze zanim zaczęliśmy prace remontowe była sofa, która była moją miłością od pierwszego wejrzenia. Drugą miłością były fotele kinowe, które pierwotnie miały stanąć w przedpokoju, ale przy okazji jednej z pierwszych imprez z przyjaciółmi, z braku miejsca do siedzenia postawiliśmy je w salonie i okazało się, ze pasują tam jak nigdzie indziej –  i już tak zostały.

Kuchnia z kolei to zdobycz mojego męża, który wypatrzył ją na wystawie w sklepie HTH, a że zmieniano kolekcję – została znacznie przeceniona. Mieszkanie nie było jeszcze na etapie zaawansowanych prac, dostosowaliśmy więc ścianki pod tą konkretna zabudowę meblową.

Niespodzianką okazał się stół do jadalni, ponieważ kupując go na Allegro, sprawdziłam owszem jego szerokość i głębokość, natomiast nie pomyślałam, że wysokość może odbiegać od standardów :). Okazało się, że ma 90 cm … stąd stojące przy nim hokery.

Ponieważ mój mąż jest zwolennikiem prysznica, a ja wanny – nie było wyjścia – obie te rzeczy musiały znaleźć się w łazience. Powiększyliśmy ją kosztem salonu, który po wyburzeniu wszystkich ścianek i szaf, okazał się wcale niemałym pomieszczeniem – mogliśmy sobie więc na to pozwolić.

Ponieważ „moja” była sofa i fotele kinowe, które są jednak romantycznym, glamour i nie oszukujmy się – dość babskim akcentem 🙂 chciałam żebyśmy oboje z mężem czuli się w tym mieszkaniu dobrze, stąd wyraźna kolorystyka i pomieszanie stylów.”

Udostępnij ten artykuł

Zapisz się do newslettera

wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych powyżej danych w celu otrzymywania newslettera.

wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji handlowych od klientów PLN Design.

Wpisz szukane słowo i kliknij enter