Wyobraźcie sobie, że dostajecie klucze do standardowego mieszkania deweloperskiego. Dwie mikrosypialnie, salon z aneksem, łazienka. Białe ściany, biały sufit. Brzmi znajomo? No właśnie. Architekta wnętrz Olga Milfort-Hanasz z MILFORT.studio wzięła takie właśnie 47-metrowe mieszkanie w podwarszawskim Sulejówku i… kompletnie wywróciła wszystkie zasady. Pomarańczowo-czerwona sypialnia? Jest. Błękitne sufity? Są. Różowa łazienka? Też jest. I wiecie co? To wszystko razem jakoś niesamowicie działa. Paweł Biedrzycki ze studia Kąty Proste uchwycił efekt jej pracy – zajrzyjcie i oceńcie sami.
Zamiast dwóch ciasnych sypialni – przestrzeń, która ma sens
Pierwsza decyzja była radykalna, ale jakże logiczna. Po co męczyć się z dwiema mikrosypialniami, w których ledwo mieści się łóżko? Olga Milfort-Hanasz wraz z właścicielami zdecydowała – łączymy je w jedną porządną sypialnię z garderobą przechodnią. I nagle bum – powstała prawdziwa strefa prywatna, gdzie można się schować przed codziennym zgiełkiem. Garderoba dostała granatowe fronty (zbudowy wykonane są z modułów z IKEA, bo czemu nie?), a sypialnia… no, sypialnia to osobna historia.

Bo jak wykorzystać fakt, że okna wychodzą na zachód? Architektka postanowiła zatrzymać popołudniowe słońce. Dosłownie. Ściany pomalowała na kolor balansujący między pomarańczą a czerwienią. Dorzuciła żółte zasłony. I lustro złożone z małych kwadratowych tafli, które rozprasza światło po całym pokoju. Wieczorem ta przestrzeń żarzy się ciepłem jak ognisko. A żeby nie było za słodko – sufit jest błękitny. Taki wiosenny błękit, który uspokaja i równoważy całą tę ciepłą eksplozję.
Północny salon ocieplony kolorem – sztuka oszukiwania światła
Salon z oknami wychodzącymi na północ to częste wyzwanie – chłodne światło potrafi odebrać wnętrzu przytulność. Olga Milfort-Hanasz znalazła jednak na to sposób. Ściany w subtelnym, beżowym odcieniu delikatnie rozjaśniają przestrzeń od środka, a lustra chwytają każdy promień i odbijają go wielokrotnie. Sufit ponownie ma kolor błękitu, tym razem jednak z ciepłymi tonami – takimi, które uspokajają i otulają, zamiast chłodzić.

I tu zaczyna się gra detalami. Burgundowe krzesła od polskiej marki Fameg, zasłony w odcieniu zgniłej zieleni (tak, dokładnie tak!) i przeskalowana papierowa lampa HAY, zawieszona nad sofą w beżową pepitkę od Optisofa. Razem tworzą klimat nonszalanckiej elegancji – wnętrze zdaje się mówić: „Jestem stylowe, ale nie traktuję siebie zbyt poważnie”. Całość dopełnia obraz zawieszony za kanapą – kolorystyczny akcent, który dodaje energii i ożywia spokojną paletę barw.
Kuchnia z szachownicą i różowa łazienka
Kuchnia miała być tłem dla salonu, ale jakim! Czarna strefa robocza płynnie przechodzi w szachownicę na podłodze. To ukłon w stronę międzywojennych will Sulejówka – takie kuchnie są tam normą. Ceramiczne uchwyty łagodzą surowość czerni, a wysoka zabudowa z frezowanymi frontami (znowu IKEA) nawiązuje kolorem do zasłon. Retro, ale współczesne.

A łazienka? Tu architektka pokazała, że nie boi się ryzyka. Różowe wielkoformatowe płytki Tubądzin zderzają się z błękitnym sufitem. To ma być poranny energetyk – i jest. Chromowana armatura w stylu retro spina całość z kuchnią, pokazując, że to wszystko to jeden, przemyślany projekt, a nie przypadkowy zbiór pomysłów.
Mieszkanie w Sulejówku dowodzi jednego – „deweloperskie pudełko” wcale nie musi pozostać pudełkiem. Wystarczy architekta z wizją, właściciele gotowi na eksperymenty i przekonanie, że sufit to też ściana, tylko pozioma. Olga Milfort-Hanasz pokazała, że 47 metrów może mieć więcej charakteru niż niejeden dom. I że czasem warto pomalować sypialnię na pomarańczowo. Bo czemu nie?

Spodobały Ci się zdjęcia tego wnętrza?
Zobacz więcej sesji fotografa i skontaktuj się z nim w sposób, który jest dla Ciebie najwygodniejszy – mailowo, telefonicznie, przez stronę internetową lub media społecznościowe. Wystarczy kliknąć tutaj!
Zobacz również:
- Dom parterowy w Osowcu koło Warszawy dla miłośników LEGO
- 50-metrowe mieszkanie we Wrocławiu – oaza dla Debory i Mateusza





